Justyna i Artur

Po raz drugi było dane nam pracować nad plenerem ślubnym. Miejsca: Osadnik Gajówka (ok. 1.5 godziny drogi stąd) i skansen w Maurzycach (rzut beretem stąd). Wszyscy uczestnicy znaleźli czas na sesję pechowo w okresie jednych z najgorszych upałów w ciągu roku (4 sierpnia, temperatura ok. 31 st, zdjęcia w pełnym słońcu). Podziwiam parę młodą, że wytrzymała w takich warunkach. Ja opuszczając pierwszą lokację rozpuszczałam się.

Tego typu pogoda oznaczała dla mnie też trudne oświetlenie. Przy ostrym słońcu bez blend, dyfuzora musieliśmy się naszukać odpowiedniego miejsca do zdjęć tym bardziej, że około południa fotografowaliśmy parę nad jeziorem. Wyjeżdżając znad wody myślałam, że niewiele udało mi się zrobić, a już z pewnością, że nie uchwycę tego, jak ciekawie potrafi wyglądać Lazurowe Jezioro. Fotografowałam w panice. Para świetnie pozowała, cały czas przybierała inne pozy, miałam problem, żeby za nimi nadążyć szczególnie, że w tym samym czasie ja walczyłam z ustawieniami aparatu. Zdjęcia robiliśmy przy użyciu dwóch Canonów 6D z podpiętym 16-35 i 70-200 sporadycznie używając lampy błyskowej. 70-200 swoje waży, przyprawia mnie o kontuzje nadgarstków, ale nigdy nie zawodzi jeśli chodzi o zdjęcia, plastykę rozmycia tła.

Justyna i Artur bardzo fajnie podeszli do zdjęć. Byli wyluzowani, aktywni. Zeszło mi się trochę, żeby dostosować się do ich tempa. Chyba pomogło mi to, że po południu zaczęli się męczyć:) Zazwyczaj mam problem z tym, żeby kogoś ustawić w określony sposób, zaproponować ustawienie ze szczegółami. Na szczęście im wystarczyło powiedzieć „róbcie coś” i robili to dobrze… Nad jeziorem od czasu do czasu mówiłam, aby powtórzyli to, co robili, bo nie nadążam, ale naturalnie nie pamiętali o jakie ustawienie chodziło:) W skansenie fotografowanie było sporo łatwiejsze. Światła nie było za dużo, zbliżał się wieczór. Tylko na początku sesji musieliśmy chować się w zacienionych miejscach, żeby młodzi nie mrużyli oczu. Skansen ma sporo miejsc-pewniaków, w których proponowałam przybranie póz podobnych do tych, jakie rok wcześniej przybierałam z mężem na naszym plenerze. Bardzo dobrym patentem jest wykorzystanie wrót stodół i desek kościoła jako tła zdjęć. Te miejsca bardzo fajnie ocieplają scenę. Cały dzień chodziłam za Młodymi proponując podjechanie jeszcze do zazielenionego parku, który będzie pozwalał uzyskać ciemne, rozmyte tło w odcieniu „szlachetnej” zieleni, ale robiąc zdjęcia w skansenie stopniowo byłam coraz bardziej zadowolona z tego co mamy i całą ekipą, zgodnie postanowiliśmy skończyć po zrobieniu zdjęć koło kościoła. Na kartach pamięci mieliśmy chyba 770 zdjęć, cykanych niemal seryjnie. Ostatecznie Para dostałą ponad 200 plików, z których część to warianty tego samego zdjęcia różniące się kadrowaniem. Przykładem tego są niektóre z załączonych zdjęć znad jeziora. Duża rozdzielczość oryginalnych fotografii pozwoliła wyciąć ciasne kadry z bardziej ogólnego planu z zachowaniem przyzwoitej jakości.

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Justyna i Artur

Bardzo cieszy mnie to, że Pani Młoda była zadowolona po otrzymaniu zdjęć. Przyznała też, że zdjęcia, na których widać zieleń, faktycznie coś w sobie mają. Dawno nie słyszeliśmy aż tyle dobrego o zdjęciach przygotowanych dla kogoś od tego kogoś. To uczucie pozwala spać w nocy:)

 

No Comments

Post a Comment