Sierra de Montsec – Ager – Cellers, Mont-rebei

Pasmo górskie Montsec (kat. Sierra de Montsec, hiszp. Sierra del Montsec) znajduje się na południowym skraju Pirenejów. Pogórze ulokowane jest w hiszpańskich prowincjach Lleida (Katalonia) i Huesca (Aragonia). Pasmo biegnie ze wschodu na zachód. Ma powierzchnie około 187 km kwadratowych i 40 km „szerokości”.
Mam nadzieję, że nic nie pokręcę mówiąc, że góry te ukształtowane były przez osady głębokiego na kilka tysięcy metrów morza z okresu kredy (kreda: 145-66 mln lat temu), które zostały zalane przez morze z okresu eocenu (eocen: 56-34 mln lat temu), a następnie ponownie wypiętrzone w neogenie (neogen: 23-2.5 mln lat temu), na skutek ruchów tektonicznych (razem z resztą Pirenejów). Oczywiście całą wiedzę wyssałam wybiórczo z Wikipedii 🙁

Wyróżnia się trzy masywy:

  • Wschodni – Montsec De Rúbies – ze wschodu ograniczony przez rzekę Segre, zaś od zachodu przez Noguera Pallaresa
  • Centralny – Montsec d’Ares
  • Zachodni – Montsec d’Estall – ulokowany w Aragonii, oddzielony od centralnego masywu przez rzekę Noguera Ribagorçana (która stanowi granicę pomiędzy Katalonią a Aragonią).

Miałam możliwość odwiedzić Montsec De Rúbies i hmm… po części Montsec d’Ares i Montsec d’Estal – przełom rzeki Noguera Ribagorçana.

Od samego początku pobytu w Hiszpanii chciałam odwiedzić Pireneje. Lleida jest ulokowana około 160 km od Pico de Aneto – najwyższego szczytu o ponadprzeciętnie wdzięcznej nazwie:) Niestety podróże bez samochodu z Lleidy są skomplikowane. Udało mi się „odkryć” (dosłownie… przegrzebując kawał Internetu) linię kolejową prowadzącą na północ, do La Pobla de Segur. Miejscowość ta zlokalizowana jest jednak wciąż za daleko od „ciekawej części” Pirenejów. Przesiadki do autobusu z tamtego miejsca nie miały większego sensu. Co więcej jedyny jadący tam pociąg kursuje w osobliwych godzinach – w tygodniu dojeżdża do stacji końcowej około godziny 11, a odjeżdża około 13, co wymuszałoby na przykład nocleg. Ustaliłam jednak, że w niedziele pociąg dojeżdża jak zwykle, ale odjeżdża o 18 – fakt ten dał nadzieję, że możliwe będzie zaplanowanie owocniejszej wyprawy. Zweryfikowałam, czy warto odwiedzić stację końcową, jeśli „poluje się” na góry. Być może nie sprawdziłam tego dokładnie, ale zdaje mi się, że nie. Przyglądając się jednak mapie, można dostrzec pomiędzy Lleidą a La Pobla de Segur pasmo górskie, o którym mowa, czyli Sierra de Montsec. Pozostało jedynie wybrać stację pośrednią, która określi początek pieszej wycieczki i ustalić skąd warto wracać. Mój wybór padł na stację „Ager” na start i „Cellers” w roli przystanku powrotnego. Trasa obejmowała około 10 km pieszej wędrówki… Wzdłuż drogi krajowej 🙂 Koszt dojazdu to 4.9 euro w tę i 6.5 euro „na zad”. Termin wycieczki: 4 października.

Jazda pociągiem była całkiem ciekawa, przyjemna. Całkowity czas przejazdu to 1.5 godziny. Po mniej niż godzinie z okien można było obserwować rzekę Segre, liczne jeziora i zbocza prawie pionowych skał (hm… może nawet można je nazwać urwiskami). Tory kolejowe często biegły wewnątrz wydrążonych w górach tunelach.
Po wyjściu z pociągu obserwowaliśmy trochę bardziej neutralny krajobraz, ale wiedziałam, że na trasie wycieczki czekało na nas więcej (wcześniej przedreptałam drogę z użyciem Google Street View).

Ager1

Z początku pogoda była niepewna. Było pochmurno, wiał chłodnawy wiatr i lekko kropiło. Sytuacja poprawiła się z czasem. Chmury pozostały, ale zrobiło się cieplej.
Większość drogi pokonaliśmy idąc poboczem, od czasu do czasu zeskakiwaliśmy na trawę za barierkami. Większość drogi byliśmy jedynymi pieszymi. Była niedziela, więc regularnie mijali nas motocykliści (pojedynczo i w grupach), którzy upatrzyli to miejsce na rekreacyjny przejazd. Dopiero po przejściu około 5 km napotkaliśmy parking, na którym gromadzili się turyści i kilka osób zainteresowanych wspinaczką. Wtedy odetchnęliśmy z ulgą, że jednak po tej drodze można chodzić… 😉

Ager2

Ager6

Na wspomnianym parkingu znajdowała się mapa turystyczna okolicy. Zauważyliśmy, że w pobliżu może znajdować się ciekawy punkt widokowy, ale raczej nie wyrobilibyśmy się z odwiedzeniem go tego dnia. Co ciekawe – ktoś sprzedawał w tym miejscu miód na straganie. A tak w ogóle, to co jakiś czas mijaliśmy jakiś krzew, który pomimo tego, że był październik pachniał kwietniem:)

Ager3

Ager4

Ager5

Ager7

Od parkingu w kierunku Cellers góry zaczynały wyglądać coraz piękniej. Skały wyglądały jakby na siebie „wchodziły”. Kojarzyły mi się z nachodzącymi na siebie płytami tektonicznymi, albo ze scenami z filmów katastroficznych. Najbardziej malowniczy odcinek znajdował się kilometr – może dwa – od parkingu, niedaleko tamy na rzece Segre.

Ager8

Ager9

Po tym jak mijaliśmy tamę czekało nas przejście przez tunel wydrążony w skałach. Z „okien” (patrz poniżej) można było popatrzeć na spiętrzoną wodę. Zatrzymaliśmy się tam, żeby coś zjeść. Na tym etapie nie pozostało nam już dużo do przejścia. Do stacji kolejowej w Cellers było maksymalnie 4 km. Za tunelem teren był już inny niż na przykład koło tamy. Strome góry zaczęły znikać. Mieliśmy trochę nadmiarowego czasu, więc wykorzystaliśmy go na przejście dróżką prowadzącą na wzgórze w pobliżu stacji kolejowej.

Ager10

Ager11

Pociąg przyjechał punktualnie. Droga powrotna była jeszcze ciekawsza niż dojazd. Tory kolejowe były wyżej niż droga, którą szliśmy. Góry w pobliżu tamy wyglądały wspaniale z wysokości. No i tradycyjnie – zmęczeni, ale zadowoleni wracaliśmy do domu:)

Przełom rzeki Noguera Ribagorçana zobaczyliśmy z kolei 6 listopada. Na weekend 6-8.11 wynajęliśmy samochód. Kolega z pracy skontaktował nas dodatkowo z grupą Hiszpanów z biura, którzy dołączyli tego dnia do wycieczki. Dzięki temu w „wypadzie” brało udział chyba 14 osób. Hiszpanie byli na tyle mili, że zabrali do swoich samochodów kolegów ze stażu, pokazali nam drogę na miejsce i doprowadzili do głównej atrakcji, opowiadając przy tym co to za miejsce i po prostu dotrzymując towarzystwa. Mieliśmy napięty grafik – słońce zachodziło około 18, na wycieczkę wyjechaliśmy tuż po pracy – o 14, a do punktu startowego wędrówki dojechaliśmy chyba około 16. W drogę powrotną z punktu docelowego – schodów „przyklejonych” do skał wąwozu – udaliśmy się już po zachodzie.
Wąwóz Mont-Rebei jest bardzo malowniczy. Zdjęcia mają brzydkie zabarwienie, którego nie umiałam zmienić, spowodowane tym, że na skały padał już cień… Ale na żywo było tam przepięknie. I trochę strasznie – chętni mogli „popatrzeć w dół”:)

montrebei2

montrebei1

montrebei3

montrebei4

montrebei5

montrebei6

montrebei7

montrebei
A to cel z daleka – schody na skałach

montrebei10

W związku z tym, że w drogę powrotną wyruszyliśmy po zachodzie słońca, do samochodów szliśmy już w ciemnościach. Pamiętam, że gdyby nie nasze głosy, to w wąwozie byłoby niemal zupełnie cicho. Dodatkowo – bardzo dokładnie było widać gwiazdy. To teren niezaludniony, odizolowany. Podobno w okolicy znajduje się obserwatorium astronomiczne.
Droga w ciemnościach była ciekawym doświadczeniem, tym bardziej, że trasa była nieco wymagająca i mieliśmy w pamięci obrazki z góry na dół (tzn. że jest się czego bać:)). Chyba dwa razy zdarzyło się, że delikatnie pomyliliśmy drogę i pierwsza osoba z „wężyka” zamoczyła nogę w rzece…
No cóż tu więcej mówić – wycieczka bardzo udana. Bardzo wyróżniającym elementem było liczne, sympatyczne towarzystwo 🙂

IMG_0038 (2)